Kiedyś myślałam, że życie jest proste, łatwiejsze, wystarczy żyć według normalnych zasad. No ale cóż …. pomyliłam się. Z upływem czasu, jak każdy z nas miał swoje „kłody”, rozczarowanie, dokonywanie złych wyborów, rezygnacja z wymarzonych planów itp.
Oczywiście jest też radość, szczęście, rodzina, przyjemność, ustabilizowanie w pracy, życie osobiste ….. itd itd

Tak teraz się zastanawiam, czy potrafię przekazać to o czym myślę. Piszę o tym co wszyscy wiemy, błądzę w wprowadzeniu Was w mój tok myślenia, ale spróbuję.
Ostatnio usłyszałam opowieść od mojej znajomej o pewnych perypetiach życiowych kobiety. Po dramatycznym rozwodzie poznała mężczyznę. Na początku traktowała tą znajomość jako zapomnienie o byłym związku, zaczęła się pocieszać, że jednak ma szansę na nowy związek, nowe życie. Długie rozmowy telefoniczne, znajomość przeradzała się w przyjażń, jakieś ukryte pocałunki, i nagle … dowiaduje się, że on nie jest sam, ma żonę, dzieci. Zaskoczenie jej było ogromne, unikała go, tłumaczyła, że bardzo źle się z tym czuje, on dzwonił, opowiadał, że nie kocha ślubnej, czeka jak tylko troszkę dzieci podrosną to się rozwiedzie, jego małżeństwo to fikcja. Podawał szczegóły jak bardzo mu źle, i jak w tanim romansidle uwierzyła bezgranicznie. Wierzyła, bo ona już przeszła do ostatniego etapu związku, którym jest Miłość. Lata mijały, dalej czekała, słuchała kłamstw, i nagle zaczęły jej przeszkadzać samotne wieczory, zaczęła myśleć o jego żonie. Uświadomiła sobie czy jego małżonka naprawdę jest winna? Czy to nie on szukał zabawy, wrażeń? Udawał przed nią miłość, a tak naprawdę wykorzystywał? Mężczyzna poznał jej rodzinę, wszyscy się bardzo polubili, w sumie sama sielanka, ale… No właśnie. I nastąpiły najgorsze wyrzuty sumienia, i świadomość krzywdy wyrządzonej żonie mężczyzny.

Moja koleżanka zawsze się ze mnie śmiała, że mam troszkę z psychologa, mówiąc mi tą historię chciała usłyszeć moje zdanie, czy potępię takie zachowanie. Tak naprawdę nie potrafię ocenić, nie jest to łatwe wskazać kto jest głównym winnym, bo to można najszybciej, jedynie mogę szczerze powiedzieć, że to jest smutne, i przykre. Czy obwiniać kobietę, która po rozwodzie złapała się „brzytwy”? Czy mężczyznę, który świadomie krzywdzi swoją rodzinę? W sumie oby dwoje robią to świadomie. Podzielić winę po połowie? Czy w końcu ślubna jest taka jaka została opisana?
Zawsze uważałam, że Miłość jest najważniejsza, ale czy ta miłość w tej historii jest prawdziwa, i szczera? W swojej głowie słyszę cały czas powiedzenie : Nie czyń priorytetu z kogoś, kto ma ciebie tylko za opcję.
Szczerze mówiąc, nie umiem dokładnie znaleźć pomysłu na jakaś konkretną radę, ponieważ nie znam konkretnych szczegółów, nie przebywałam w ich towarzystwie, a nawet nie rozmawiałam. Ale wiem jedno.
Nikt z całej trójki nie jest szczęśliwy. Solidarnie spojrzeć na to, to dwie kobiety skrzywdzone (tak, jedna bardziej), jest też opcja, że ten mężczyzna naprawdę nie był szczęśliwy w swoim małżeństwie. Ktoś powie mógł odejść, ale czy my wiemy jakie tam są powiązania ? Może obawa straty dzieci, choroba, dobra materialne ?
Za swojej strony mogę tylko powiedzieć, że nauczmy się patrzeć z dwóch stron zanim wydamy werdykt. Pamietajmy, że życie jest tylko jedno, tylko nie zapomnijmy, że nie tylko my żyjemy na tym świecie, i nie tylko my mamy uczucia.
Przeczytane: Podążaj za głosem serca, ale weź swój mózg ze sobą.

Do miłego….